Przenikanie: Gliwice i Nowy Jork

Dwa różne kontynenty, 6 833 kilometrów odległości, 6 godzin różnicy w czasie. Odrębna historia, inna kultura, odmienni ludzie. Gliwice a Nowy Jork. Wydawałoby się, że tych miast nie łączy nic. A jednak… Zapraszamy na odkrywanie punktów stycznych obu miejsc. Krok po kroku odkryjemy przed Tobą wszystkie podobieństwa Gliwic oraz Nowego Jorku. Nasza nowojorska taksówka czeka już na Ciebie, wystarczy wejść, zatrzasnąć drzwi i ruszyć na niezwykłą przejażdżkę.

 

Trop I - handlowy

Pierwszy handlowy dom w Gliwicach – Defaka (Deutsche Familien Kaufhaus, później „Ikar”) – był własnością wielkiego globalnego koncernu F.W. Woolworth Co., którego siedziba znajdowała się w Nowym Jorku, w imponującym Woolworth Building. To jeden z najstarszych i najsłynniejszych drapaczy chmur nie tylko w tym mieście, ale i w całych Stanach Zjednoczonych. I mimo że sam koncern już nie istnieje, to wieżowiec stoi do dziś i przypomina o minionej potędze F.W. Woolworth Co.

 

Kiedyś dom handlowy Woolwortha i Defaka, później Ikar.

 

Trop II - literacki

W Nowym Jorku muszą panować warunki wybitnie sprzyjające literatom, stymulujące ich kreatywność, zachęcające do pisania oraz publikowania. Niepodważalnym dowodem słuszności tej tezy jest twórczość Edgara Allana Poe (rodzinna chata twórcy przerażających powieści wciąż stoi w Bronxie), Trumana Capote (jego „Śniadanie u Tiffany’ego” dzieje się w Nowym Jorku), Waltera Whitmana (jeden z najbardziej wpływowych amerykańskich poetów urodził się w tym mieście) czy Hermana Melville’a (autor „Moby Dicka”). Ale i Gliwice mają się czym pochwalić. Z naszego miasta pochodzi wszak Horst Bienek, tutaj przez pewien czas tworzył Tadeusz Różewicz (w Gliwicach napisał m.in. „Kartotekę” czy „Grupę Laokoona”) absolwentem V LO jest i Adam Zagajewski, i Krzysztof Siwczyk, intrygujący poeta młodego pokolenia.

 

Trop III - charytatywny

Najsłynniejszym światowym filantropem jest nowojorczyk John Davison Rockefeller, współzałożyciel Standard Oil Company. Już jako pracodawca dał się poznać z dobrej strony: godnie płacił pracownikom, nagradzał ich innowacyjne pomysły i generalnie – zachowywał się wobec nich bardzo w porządku. Na emeryturze hojnie wsparł Uniwersytet w Chicago, finansował badania medyczne, otwierał szkoły w najbiedniejszych dzielnicach oraz stworzył Fundację Rockefellera, największą na świecie organizację filantropijną. Podobny społecznik urodził się w Gliwicach – to Oscar Troplowitz, twórca potęgi marki Nivea. W swym zakładzie Beiersdorf zmniejszył tydzień pracy z 60 do 56 godzin, wypłacał pracownikom premie gwiazdkowe i urlopowe, specjalnie traktował kobiety w ciąży i karmiące matki, stworzył przyzakładowy żłobek oraz darmową stołówkę. Po wyjeździe z Gliwic niejednokrotnie wracał do rodzimego miasta, fundując tu m.in. pomnik „Człowieka pracującego”.

 

Trop IV - aktorski

Jednym z najwybitniejszych współczesnych aktorów jest nowojorczyk Robert de Niro, znany z „Taxi Driver”, „Wściekłego Byka” czy chociażby „Ojca Chrzestnego”. Niemalże jego rówieśnikiem (dzieli ich tylko rok) jest Wojciech Pszoniak, uznawany powszechnie za wielkiego polskiego aktora dramatycznego. Wsławił się on popisowymi rolami w „Dantonie”, „Korczaku” czy „Austerii”. Korczak swą młodość spędził w Gliwicach, gdzie występował w studenckich oraz amatorskich teatrach, a także w kabaretach. Wraz z kolegami z Politechniki Śląskiej założył Studencki Teatr Poezji „STEP”.

 

Trop V - muzyczny

Bez wątpienia Nowy Jork to muzyczne miasto. Mnogość wywodzących się stamtąd gatunków muzycznych lub napisanych szlagierów budzi szczery podziw. Ale i my mamy warte odnotowania osiągnięcia. Na nowojorskiej punkowo-rockowej scenie hałasowali The Ramones, New York Dolls, Talking Heads, Television i Blondie. Na Śląsku rozwijała się Gliwicka Alternatywna Scena, której ton nadawała Śmierć Kliniczna, R.A.P. czy Process. Tutaj odbywały się głośne na cały region festiwale: Winter Reggae i Nowa Fala w Jazzie i Rocku. Ewenementem GASu było to, że skupiała w sobie dźwięki punkowe, rockowe, reggaeowe oraz nowofalowe.

 

Trop VI - dziennikarski

16 listopada 1801 r. ukazał się w Nowym Jorku pierwszy numer „New-York Evening Post”. I ukazuje się do dzisiaj (pod nazwą „New York Post”), będąc najstarszą amerykańską gazetą. Wydawcą był Aleksander Hamilton, który chciał, by dziennik poświęcony był sprawom bieżącym z mocnym naciskiem na politykę. Słynie z konserwatywnych skłonności i sensacyjnych nagłówków, mających przyciągać uwagę czytelnika. Nieco inną taktykę przyjął „Der Oberschlesische Wanderer”, który ujawnił się światu w 1828 r. Dzieło Miejskiej Oficyny Wydawniczej Neumanna stawiało sobie za cel propagowanie wydarzeń kulturalnych i poszerzanie horyzontów swych odbiorców. „Wędrowiec” ukazywał się do 1945 r.

 

To w tym budynku mieszkał Artur Neumann, dzięki któremu „Górnośląski Wędrowiec” mógł bezpiecznie wyruszać w świat.

 

Trop VII – musicalowy

Gdzie można obejrzeć najlepszy musical? Oczywiście, że na Broadwayu. Prezentowane tam spektakle prawie nigdy nie pozostawiają obojętnym, a problemy ze zdobyciem biletu na najbardziej gorące tytuły mógłby mieć sam major Nowego Jorku. My na szczęście nie musimy lecieć za ocean, by móc cieszyć się musicalami. A to dzięki Gliwickiemu Teatrowi Muzycznemu, który regularnie raczy nas smakowitymi występami. To GTM pokazał nam polskie wersje „Footloose”, „Hair”, „42 Ulica” czy „Hello, Dolly!”. Same hity prosto z Broadwayu na gliwickim Nowym Świecie! Wcześniej placówką dostarczającą rozrywki gliwiczanom był teatr „Goldgrube Varietes”, działający w mieście od 1900 r. Kabaretowe rewie nie przyciągały jednak wystarczająco dużo publiczności, a sam budynek nieuchronnie popadał w zaniedbanie. 14 lat później obiekt przejęła pełna zapału nowa właścicielka, której udało się odremontować obiekt. Nazwała go „Vier Jahreszeiten” i zaoferowała mieszkańcom koncerty, bale karnawałowe oraz turnieje tańca.

 

Trop VIII – cmentarny

Ponoć marzeniem nowojorczyków jest „żyć na Piątej Alei, spacerować po Central Parku, a następnie usnąć przy swych przodkach na Green-Wood Cemetery”. Do tej pory jest to jedna z najbardziej nastrojowych nekropolii w Nowym Jorku. Położona w Brooklynie jest atrakcją turystyczną – ze względu na piękne położenie oraz architekturę. Pochowany jest tam m.in. wybitny kompozytor Leonard Bernstein, Henry Steinway, założyciel najsłynniejszej fabryki fortepianów czy znany artysta Louis Comfort Tiffany. W Gliwicach miejscem spoczynku wybitnych osobistości był powstały w XIX w. Cmentarz Hutniczy. To tutaj po śmierci trafiali przemysłowcy, inżynierowie oraz artyści związani z gliwicką hutą – m.in. John Baildon (współtwórca śląskiego hutnictwa), Theodor Erdmann Kalide oraz August Kiss (rzeźbiarze). Niestety, w przeciwieństwie do Green-Wood Cemetery, Cmentarz Hutniczy jest miejscem zaniedbanym i zapomnianym.

 

Brama wejściowa na gliwicki Cmentarz Hutniczy.

 

Trop IX – ognisty

5 grudnia 1876 r. w Brooklyn Theatre wybuchł tragiczny w skutkach pożar. Płomienie zabrały ponad 278 żyć spośród ludzi zgromadzonych na przedstawieniu „Dwie sieroty”, granej tamtego wieczoru. Większość z ofiar zajmowała miejsce na wyższych piętrach, gdzie bilety były najtańsze. Po ugaszeniu, spod dymu wyłonił się przygnębiający widok zgliszczy. Teatr nie został odbudowany, a jego miejsce zajął Cadman Plaza. Historia z płonącym teatrem brzmi znajomo? Teatr Miejski w Gliwicach, mający podczas międzywojnia w swym programie niezwykle interesujący repertuar (m.in. utwory Wagnera, Webera czy Straussa) przestał istnieć po tym, jak został spalony przez żołnierzy Armii Czerwonej w 1945 r. Obecnie Ruiny znów odżyły i wystawiane są tam spektakle oraz wydarzenia artystyczne.

 

Trop X – botaniczny

Brooklyn Botanic Garden to oaza zieleni, miejsce, gdzie w najlepsze rosną sobą rośliny z całego świata. Jest Ogród Zapachów, Ogród Japoński, palmiarnia czy pierwszy na świecie Ogród Dziecięcy. Podziwiać można ponad 750 gatunków drzewka bonsai. Gliwicka palmiarnia starsza jest od tej nowojorskiej o równe 30 lat. Pierwsze szklarnie o charakterze wystawowym powstawały w Gliwicach już w 1880 r. W 1925 r. otwarto tu pierwszy na Śląsku wielki basen, przygotowany specjalnie dla jednej z największych roślin wodnych, Victoria regia.

 

Żółte i zielone, czyli nowojorska taksówka obok gliwickiej palmiarni.

 

Trop XI – piwny

Jak się będzie czuł polski piwosz w Nowym Jorku? Wyśmienicie. Piwo znane jest tam od XVIII w., kiedy to nowojorczycy sprzedawali je i okupującym Amerykę Anglikom, jak i rdzennym patriotom. Przez niemal połowę XIX w. Nowy Jork był też największym w USA producentem chmielu. Dziś piwny szlak tego miasta liczy 68 browarów – czyli wyraźnie więcej niż w Gliwicach. Ale to u nas działał Hugo Scobel. Wytwarzane przez niego piwa szturmem podbijały śląski rynek, w 1927 r. w jego browarze wyprodukowano ok. 60 000 litrów złotego trunku, a prestiżowe międzynarodowe nagrody były przyznawane mu jako wyraz najwyższego podziwu dla produktu z browaru Scobla.

 

Browar Hugo Scobla - kiedyś to tu wytwarzano najlepsze górnośląskie piwo.

 

Trop XII – sportowy

Joe DiMaggio z New York Yankees– postać znana nawet tym, którzy nie interesują się baseballem. A to wielki wyczyn. Trudno się jednak dziwić, skoro DiMaggio był sportowcem absolutnie nieprzeciętnym. Ustanowiony przez niego w 1941 r. rekord odbić nie został pobity do dziś. Jako jedyny gracz w historii baseballu wybierany był do Meczu Gwiazd w każdym sezonie swojej 13-letniej kariery. A to tylko niewielka część jego dorobku. Równie wielki zachwyt wywołuje w Polsce nazwisko Włodzimierza Lubańskiego, urodzonego w Gliwicach piłkarza i rozpoczynającego swą karierę w Sośnicy Gliwice. W oficjalnych spotkaniach reprezentacji Polski w 75 meczach strzelił 48 goli. Jest to rekord niepokonany do dziś.

 

Trop XIII – jazzowy

Za dnia ulice Nowego Jorku szczelnie wypełnione są kłębiącymi się ludźmi, zmierzającymi gdzieś w pośpiechu. Ale wraz z nadejściem wieczora, gdy tłum nieco przerzednie, na ulicę wypływają jazzowe nuty. Szczególnie słyszalne są na dolnym Manhattanie, gdzie działa nowojorska śródmiejska scena jazzowa. O związkach między Nowym Jorkiem a jazzem można napisać kilka książek, bo wykuwała się tam spora część historii tejże muzyki. Wystarczy wspomnieć chociażby o wytwórni Blue Notes Records, która miała siedzibę w NYC, legendarnym nocnym klubie z Harlemu Cotton Club czy Milesie Davisie, który większą część swego życia spędził w Nowym Jorku. Swój wkład w rozwój jazzu miały także Gliwice. Swą karierę muzyczną rozpoczynał u nas Stanisław Soyka, jeden z najlepszych jazzowych wokalistów w Polsce. W 1983 r. wydał album ze standardami Duke’a Ellingtona – muzyka, który zrobił karierę właśnie w Nowym Jorku.

 

Trop XIV – kolekcjonerski

Frick Collection to jedno z wyróżniających się nowojorskich muzeów sztuki. Opiera się przede wszystkim na kolekcji europejskich obrazów, podzielonych na 6 galerii i zgromadzonych przez Henry’ego Clay Fricka w ciągu jego życia. Frick był zamożnym przemysłowcem, jednym z twórców potęgi koncernu U.S. Steel. Wcześniej muzeum to było rezydencją magnata. Także i w Gliwicach willa jednego z największych przemysłowców służy dziś jako miejskie muzeum. Mowa tu oczywiście o Willi Caro – pięknie zachowanej XIX-wiecznej rezydencji w stylu renesansowej architektury willowej. Jej właścicielem był Oscar Caro, współwłaściciel Fabryki Drutu w Gliwicach oraz dyrektor generalny górnośląskiej spółki akcyjnej przemysłu żelaznego.

 

W odwiedzinach w gliwickim muzeum.

 

Trop XV – targowy

Jeśli znudzą się Wam już zakupy w luksusowych nowojorskich butikach, jeśli Wasze siatki będą pełne od markowych kreacji i drogich pamiątek, to może warto wybrać się na któryś z pchlich targów? Można dostać tam rzeczy unikalne, absolutnie niepowtarzalne – począwszy od hipsterskich ciuchów, przez wiekową biżuterię, na antycznych meblach kończąc. Być może przemierzając taki pchli targ przypomni się Wam klimat panujący na gliwickim targowisku „Balcerku”.

 

Trop XVI – lotniczy

Okres międzywojnia to czas, gdy po przestworzach majestatycznie sunęły sterowce. Jednym z nich był, „LZ-129 Hindenburg”, który w swój ostatni rejs wyruszył 3 maja 1937 r. z 97 osobami na pokładzie. Trzy dni później sterowiec spłonął podczas cumowania na lotnisku Lakehurst w stanie New Jersey, przelatując kilkadziesiąt minut wcześniej nad wieżowcami na Manhattanie w Nowym Jorku. Także i w Gliwicach wylądował niemiecki sterowiec „Graf Zeppelin”. Było to 5 lipca 1931 roku, samo lądowanie przebiegało bez żadnych problemów, mimo że na płycie lotniska w oczekiwaniu na przybycie maszyny zjawiło się ok. 200 000 widzów. Jest jeszcze jeden zbieg okoliczności, łączący Nowy Jork i Gliwice. „Graf Zeppelinem” dowodził Ernst Lehmann, który sześć lat później zginie w wypadku Hindenburga.

 

Trop XVII –biograficzny

Każde miasto tętni historiami, które warto opowiedzieć. Ale nie każde miasto ma tyle szczęście, by znalazł się ktoś, kto je spisze. I to spisze w tak interesujący sposób, że unieśmiertelni miasto. Na zawsze. Taką osobą w Nowym Jorku był Henry James – to w jego „Opowieściach nowojorskich” można odnaleźć charakter niezwykłego miejsca sprzed 100 lat. W mistrzowski sposób przybliża czytelnikowi mieszkańców Nowego Jorku, ich emocje, myśli, osobiste światy. Tak samo żywy obraz Gliwic wyłania się z tekstów jego nadwornego kronikarza, Horsta Bienka. Gliwicka tetrologia oraz późniejsze pozycje poświęcone dzieciństwu w Gliwicach są poruszającym do dziś świadectwem Gliwic oraz źródłem obrazów pozostających na długo w pamięci każdego, kto sięgnie po książki Bieńka.

 

Trop XVIII - refleksyjny

Śmierć za każdym razem jest smutnym wydarzeniem. Dotyka bliskich, wywołuje stratę, każe przywdziać żałobny woal. Ale czasem śmierć żyjącej istoty to coś więcej – to także koniec wielkiej idei, która poruszała setki, tysiące, milionów osoby. Która to idea znajdowała doskonałe schronienie właśnie w tej konkretnej osobie. A po jej śmierci znalezienie jednostki, która tę ideę by zaadoptowała i kultywowała, wydaje się niemożliwe. Tak było w przypadku zabójstwa Johna Lennona, śmiertelnie postrzelonego w grudniu 1980 r. na Manhattanie. I tak też było w wypadku tragicznej śmierci Leopolda Sochy na gliwickiej ulicy – pracownika lwowskich zakładów oczyszczania miasta, bohatera filmu „W ciemnościach”. Podczas wojny ochraniał Żydów ukrywających się w kanałach Lwowa. 12 maja 1946 r. uratował jeszcze jedno ludzkie istnienie – swoją córkę, spod kół radzieckiej ciężarówki. On sam tego zdarzenia nie przeżył.

 

 

Trop XIX – ozdobny

Każdy ceni rzeczy estetyczne, piękno odgrywa rolę niebagatelną w społecznym życiu i nierzadko popycha do wydania poważnych kwot, byleby tylko móc sięgnąć po coś, co wydaje się cudem świata. Dobrze wiedział o tym Louis Comfort Tiffany, syn Charlesa Lewisa, założyciela znanej na cały świat firmy jubilerskiej. Wiedział i zaczął projektować autorską biżuterię. Znany był z niesamowitej umiejętności gry kolorami – w jego czasach nikt tak jak on nie potrafił upiększyć biżuterii za pomocą właśnie barw. Stworzone przez niego wyroby przyczyniły się do wzrostu popularności firmy i ugruntowały jej pozycję na amerykańskim i europejskim rynku. Piękne rzeczy wyrabiał także Theodor Erdmann Kalie, jeden z najwybitniejszych górnośląskich rzeźbiarzy XIX w. Mimo że przez całe życie pracował w Berlinie, to w 1824 r. zawarł kontakt z Królewską Odlewnią Żeliwa w Gliwicach, że będzie wysyłam im modele swych prac odlewniczych. To właśnie ten artysta jest twórcą modeli dwóch gliwickich lwów, to on wykonał rzeźbę „Chłopca z łabędziem”, to jego pracą jest „Bachantka na panterze”.

 

 

Trop XX – portowy

Bez wody nie ma życia. Bez wody nie ma także portu, a bez portu znacznie trudniej rozwija się także gospodarka. Ale skoro woda jest, to może być także i handel. To równanie doskonale rozumieją władze Nowego Jorku, zarządzające tamtejszym kompleksem portowym, największym na Wschodnim Wybrzeżu i trzecim w USA. Składa się on z 7 portów towarowych i co roku obsługuje blisko 6000 statków. Port Gliwice jest co prawda mniejszy, ale podobnie jak swój nowojorski odpowiednik, uznawany jest za wyjątkowo nowoczesny i przygotowany do pełnienia różnych funkcji. Bo można tu nie tylko przyjmować i odprawiać towary, ale jeszcze można stąd wypłynąć w świat. Dzięki otwartej marinie każdy chętny wodnej przygody może wyruszyć w podróż do Berlina, Amsterdamu czy na Ren.

 

Trop XXI – przemysłowy

Tętniące życiem fabryki, wypełnione statkami porty, wielkie maszyny pracujące non-stop – tak wygląda przemysłowy rytm miasta. Ale kto tym wszystkim zarządza? Zazwyczaj niewielka grupa wpływowych przemysłowców. Znani magnaci związani z Nowym Jorkiem to przede wszystkim wspomniany już Rockefeller i jego wspólnik Henry Flagler (twórcy Standard Oil), Cornelius Vanderbilt (twórca promowego imperium), Herbert Franklin, Howard Galman czy wreszcie Walter Chrysler. W Gliwicach poważanymi nazwiskami – ze względu na swe nieprzeciętne umiejętności organizacyjne – byli Friedlaenderzy (prowadzili hurtownie węgla i koksownie), Huldschinsky (zarządzali fabryką rur, a później hutą), Caro czy ród Ballestremów (do ich imperium w rejonie Gliwic należały huta VOH, spółka drzewna Waldinsdustrie, Spółka Walcownia Łabędy, Gwarectwo Węglowe Consolidation czy wreszcie 50% udziału kolei Piaskowej Pyskowice).

 

Rezydencje przemysłowych magnatów.

 

Trop XXII – żydowski

Niezaprzeczalnym dowodem na to, że Nowy Jork to miasto wielokulturowe jest fakt, że jego potęga została zbudowana przez wiele narodowości i kultur. Jedną z takich grup byli Żydzi. To Nowy Jork jest drugim w świecie miastem z największa liczbą ludzi tego pochodzenia. Wyprzedza go tylko Gush Dan, izraelska metropolia. A najbardziej znane nazwiska Żydów z Nowego Jorku? Żydowskiego pochodzenia był Leonard Bernstein, kompozytor i dyrygent, znany ze współpracy z nowojorskimi filharmonikami i ceniony za skomponowanie muzyki do West Side Story, hitu z Broadwayu. W dziedzinie ekonomii wskazać należy przede wszystkim na Alana Greenspana, ekonomistę i szefa FEDu, czyli Systemu Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. Wciąż nowe filmy kręci Allen Stewart Konigsberg, czyli Wody Allen, a jednym z najwybitniejszych amerykańskich poetów był Allen Ginsberg, twórca kultowego „Skowytu”. Gliwicka żydowska społeczność również wycisnęła mocne piętno na historii śląskiego miasta. Obecna ulica Krupnicza nazywała się kiedyś ulicą Żydowską (Judenstrasse). Na przełomie XVIII i XIX w. sławę zyskała rodzina Troplowitzów, słynąca z handlu węgierskimi winami. Ich zlokalizowana na rynku winiarnia cieszyła się wielkim powodzeniem. O Oskarze Troplowitzu, synu winiarza Salomona, wspomniano wyżej. Swoją sygnaturę pozostawił w Gliwicach Salomon Lubawski, projektant i architekt, który stworzył synagogę, Willę Caro, budynek starostwa gliwickiego czy starą pocztę. Również Oskar Caro był Żydem. Żydowskich nazwisk nie brakuje także w grupie wybitnych przemysłowców: Huldschinsky (gigantyczne imperium) czy Friedlaender. W Gliwicach mieszkali także dziadkowie i rodzice (przez pewien czas) Edith Stein, katolickiej świętej, patronki Europy.

 

 

Niezwykły i klimatyczny cmentarz żydowski.

 

Trop XXIII– loftowy

Lofty to nowy, atrakcyjny sposób na własne mieszkanie. Niektórzy nawet uważają, że jest to filozofia życia. Z pewnością nie myślano tak o nich wcześniej: w latach 30. ubiegłego stulecia, kiedy to na skutek kryzysu i rosnących cen gruntów w centrum Nowego Jorku przemysłowcy zaczęli przenosić swe fabryki poza miasto. Zostawili za sobą puste obiekty, popadające powoli w ruiny. Niszczejącymi zakładami oraz halami zainteresowali się w latach 60. artyści, przerabiając je na swe siedziby czy warsztaty. I tak oto powstała niezwykła dzielnica – SoHo, zamieszkała przez artystyczną bohemę Co prawda dziś przeważają tam bogaci biznesmeni czy aspirujący yuppie, ale klimat nowojorskiej bohemy wciąż jest tam wyczuwalny. Gliwice są jednym z nielicznych polskich miast, gdzie można znaleźć naprawdę interesujący i pomysłowo urządzony loft. Bardzo ciekawym przykładem zagospodarowania przemysłowej przestrzeni na działalność artystyczną jest przekształcenie dawnej maszynowni Kopalni Węgla Kamiennego „Gliwice” na Oddział Odlewnictwa Artystycznego.

 

 

Pięknie odnowiona przestrzeń przemysłowa, czyli jak kopalnia stała się muzeum.

 

Trop XXIV – humanitarny

W Nowym Jorku mieści się siedziba Organizacji Narodów Zjednoczonych – niezwykle ważnej instytucji, stawiającej sobie za cel utrzymywanie porządku w świecie i upowszechnianie praw człowieka. To niezwykle trudne zadanie, z którym ONZ zmaga się już blisko 70 lat. W Nowym Jorku mieszkał wybitny przedstawiciel ONZ, Ralph Bunche, pełniący funkcję podsekretarza. Był pierwszym kolorowym człowiekiem, który otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla za negocjacje na rzecz przywrócenia pokoju w Palestynie. Równie trudnego zadania – obrony podstawowych wartości humanitarnych – podjął się Franz Bernheim, gliwicki Żyd pracujący w domu handlowym Woolwortha w Gliwicach. 17 maja 1933 złożył swoją petycję – znaną w historii jako „Petycja Bernheima” – w Lidze Narodów. Skarżył się w niej, że antyżydowskie przepisy III Rzeszy obowiązywały także na Górnym Śląsku, co było jawnym naruszeniem Konwencji Niemiecko-Polskiej z 1922 r. Konwencja ta gwarantowała wszystkich mniejszościom takie same cywilne oraz polityczne prawa. Domagał się, by dyskryminujące zapisy straciły swą ważność i by Żydów oraz przedstawicieli innych mniejszości traktowani byli w sposób godny. Za swe działania Bernheim został wyrzucony z pracy, wyprowadził się z Gliwic i zamieszkał w Pradze. Jego aktywność przyniosła jednak skutek: prawa Żydów na Górnym Śląsku zostały przywrócone – przynajmniej do 1937 r., kiedy to obowiązywała Konwencja.

 

Trop XXV – wysokościowy

W jakim mieście znajduje się 5 818 wysokościowców, z których aż 92 są wyższe niż 183 metry? To oczywiście Nowy Jork, gdzie stoi m.in. trzeci co do wysokości wieżowiec w USA, Empire State Building (381 m, a 443 m z anteną). Drugim największym obiektem w Nowym Jorku jest Bank of America Tower (366 m), a trzecim Chrysler Building (319 m). A czym mogą pochwalić się Gliwice? Jedyną w swoim rodzaju drewnianą radiostacją, mierzącej 111 m i będącej tym samym najwyższą na świecie konstrukcją zbudowaną w całości z drewna.

 

Trop XXVI – filmowy

Tak samo jak rozchwytywane są gwiazdy filmowe – bo dobre nazwisko często od razu gwarantuje kasowy sukces – tak też wielkim zainteresowaniem wśród filmowców cieszy się Nowy Jork. Nie sposób zliczyć wszystkich filmów, w których miasto to grało jeśli nie główną, to przynajmniej drugoplanową rolę. Pierwszym filmem jest krótkometrażowe dziełko, „The Thieving Hand” z 1908 r. A później filmowa karuzela kręciła się na całego i lista powstających w każdym roku w Nowym Jorku filmów zwiększała się. Najgłośniejsze tytuły? „Taxi Driver”, „Śniadanie u Tiffany’ego”, „Ojciec chrzestny” czy „Pewnego razu w Ameryce”. Co ciekawego, aż w 64 filmach Nowy Jork został kompletnie zniszczony… Gliwice także pojawiły się na szklanym ekranie, w wyraźnie mniej spektakularnej roli: w serialu „Biała wizytówka” można obejrzeć gliwickie lotnisko. O Gliwicach mówi się też w „Podróży za jeden uśmiech”. Delegacja do Gliwic ojca Poldka okazuje się ważniejsza niż odwiezienie chłopców na dworzec. I tak też rozpoczyna się ich wakacyjna przygoda.